Druga cześć miniaturki gotowa!
Mam nadzieje, że się Wam spodoba ;)
Nie ukrywam, że bardzo zależy mi na Waszych komentarzach, dlatego proszę o nie bardzo gorąco.
Trzecia cześć miniaturki pojawi się na blogu prawdopodobnie jeszcze w tym roku ;)
Pozdrawiam
HomenumRevelio
Draco
otworzył oczy. Wyciągnął rękę i leniwie przetarł nią zaspaną twarz. Obrócił się
na drugi bok, by móc zerknąć na szafkę nocną, na której stał budzik. Wskazówki
wskazywały siódmą rano.
-
No to koniec spania… - mruknął do siebie. Usiadł na łóżku i zaczął szukać
kapci. Po chwili miał już je na nogach. Ruszył w stronę drzwi, po drodze
zabierając szlafrok z krzesła (szmaragdowy, żeby nie było żadnych wątpliwości).
Wyszedł na korytarz i skierował się w stronę kuchni. Od czasu wojny mieszkał razem
z matką w Paryżu. Kupili duży, przytulny dom na obrzeżach miasta. Hitem był
fakt, że budynek ten znajdował się w mugolskiej dzielnicy. Jednak ani Draconowi
ani Narcyzie to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, byli zadowoleni z faktu,
że będą mogli odpocząć trochę od magii. Byli
tam anonimowi. Nikt ich nie znał i nie osądzał. Nie mieli w domu żadnego
skrzata do pomocy. Wszystkim zajmowali się sami. Nawet gotowaniem i sprzątaniem.
Draco otworzył lodówkę, by wyciągnąć z niej potrzebne na śniadanie składniki.
Ledwo zdążył wyciągnąć patelnię, gdy usłyszał głos swojej matki:
-
Dzień dobry, kochanie.
Narcyza
Malfoy, pomimo swojego wieku i tylu nieprzyjemnych zdarzeń w swoim życiu, nadal
była piękną kobietą. Szczupła sylwetka, długie blond włosy, regularne rysy. To
ewidentnie po niej młody Malfoy odziedziczył urodę.
-
Dzień dobry, mamo.
Kobieta,
tak samo jak jej syn, miała na sobie szlafrok. Widać było po niej, że jest
czymś bardzo uradowana. Jej twarz wręcz się śmiała. Draco był mile tym
zaskoczony – dawno już nie widział swojej matki w takim radosnym wydaniu.
-
A ty czemu jesteś taka zadowolona?
-
Ja? – spytała niewinnie kobieta – Nie wiem o co ci chodzi.
-
No przecież widzę. Nie rób ze mnie idioty. Co się dzieje?
Zapadła
cisza.
-
Mamo? – zaczął ostrzegawczym tonem chłopak.
-
No dobra, dobra. Widziałam cię wczoraj.
Chłopak
zdębiał. Nie miał pojęcia, o co chodzi jego matce.
-
Nie chce być niemiły, ale trudno, żebyś mnie nie widziała.
-
Nie o to mi chodzi. – powiedziała z błyskiem w oku blondynka. – Widziałam cię w
kawiarni – dodała jakby to miało wszystko wyjaśnić.
-
Tak, byłem wczoraj w kawiarni. Pilnowałem jej. Ale dalej nie wiem z czego się
tak cieszysz.
- Na Salazara! Draco! Widziałam cię wczoraj w naszej kawiarni z dziewczyną! I to
jaką! Była naprawdę bardzo ładna. Pięknie się uśmiechała, a co najdziwniejsze
to ty też! Już dawno nie widziałam cię takiego uśmiechniętego! Czarowałeś ją na
prawo i lewo! Powiesz mi, kto to jest? Znam ją? Zaprosiłeś ją już gdzieś?
Chłopaka
wmurowało. Nie wiedział, co ma powiedzieć. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego
matkę martwi fakt, że nie ma dziewczyny, ale nie sądził, że aż tak bardzo!
Postanowił być z nią szczery.
-
Aaa… o to ci chodzi – zaczął powoli. – Cóż, to była Hermiona Granger. Pamiętasz
ją?
Narcyza
zrobiła głupią minę.
-
Hermiona Granger?! TA Hermiona Granger?! Najlepsza przyjaciółka Harry’ego
Pottera?
-
Tak, ta. I z tego co wiem, to oni już się nie przyjaźnią.
-
Draco, ale…
-
Wiem, że jest szlamą, ale nic mnie to nie interesuje! Nie obchodzi mnie jej
krew – powiedział chłopak podniesionym głosem.
Narcyza zrobiła poważną minę.
-
Draco, ale mi wcale nie chodziło o jej krew. Pamiętam jak zachowywałeś się w
stosunku do niej w szkole i chciałam ci tylko powiedzieć, że powinieneś ją
przeprosić. Nie musisz mnie atakować.
Młodemu Malfoyowi zrobiło się głupio.
-
Przepraszam, mamo. A co do tych przeprosin… - zaczął patrząc się na kobietę -
to…hmm… można powiedzieć, że już to zrobiłem. A ona chyba mi wybaczyła.
Narcyza
na słowa syna uśmiechnęła się szeroko. Podeszłą do niego i mocno go przytuliła.
-
Kochanie, jestem z ciebie dumna.
Chłopak
odwzajemnił jej uścisk. Kobieta odsunęła się trochę, by móc spojrzeć mu w oczy.
-
Co chcesz zrobić?
-
Z czym?
-
Jak to z czym? Ty mnie nie denerwuj! Z Hermioną oczywiście!
-
Nie wiem.
-
Jak to nie wiesz! To ja, twoja stara matka, mam ci organizować randkę z
dziewczyną? Wstydziłbyś się.
-
Randkę?! – na twarzy chłopaka była wyraźnie widoczna lekka panika.
W
oczach kobiety zabłysły iskierki radości.
-
Ale jeżeli chcesz…. Możesz ją na przykład zabrać na wieżę Eiffla, a potem na
obiad do jakiejś dobrej restauracji. A potem oczywiście musisz przyprowadzić ją
do naszej kawiarni. Koniecznie muszę ją poznać!
-
Mamo, czy ty się aby troszkę nie zagalopowałaś?
-
Nie, nie sądzę. A teraz zmykaj się ubrać. Ja dokończę śniadanie. Tylko weź
jakąś koszulę. Najlepiej niebieską! Do twarzy ci w tym kolorze.
Narcyza
uśmiechnęła się do syna. Chłopak odwzajemnił uśmiech. Dalej nie mógł uwierzyć w
zmianę, jaka zaszła w jego matce, od kiedy nie było ojca. Bardzo mu się ta
wersja podobała.
-
Zaraz wracam – mruknął idąc w stronę swojej sypialni.
***
Hermiona w ogóle nie spała tej nocy,
ani minuty. Nie była w stanie zasnąć. W jej głowie kłębiło się mnóstwo myśli.
Rozmyślała nad swoim życiem, swoim postępowaniem, przeprowadzką i pewnym ‘blond
przystojniakiem’. Wreszcie przyznała sama przed sobą, że młody Malfoy jej się
podoba i to bardzo. Jest jej ideałem – wysportowany, inteligentny i z poczuciem
humoru. Nie wiedziała co ma robić.
Usiadła
powoli na łóżku i odgarnęła z oczy niesforne kosmyki. Następnie sięgnęła po
telefon leżący na jej szafce nocnej. Zegarek wskazywał ósmą rano. Dziewczyna
wstała powoli i ruszyła w kierunku łazienki. Spojrzała na swoje odbicie w
lustrze i gwałtownie wciągnęła powietrze. Wyglądała okropnie! Jej twarz była
bardzo blada, wręcz szara, a jej oczy podkrążone – wyglądała tak, jakby miała
pod nimi sińce. Ochlapała twarz zimną wodą i szybko umyła zęby. Po chwili wskoczyła
pod prysznic, by się odświeżyć. Po jakimś czasie była pachnąca i jakby bardziej
wypoczęta. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Jednym ruchem różdżki wysuszyła
sobie włosy, a drugim zrobiła lekki makijaż. Będąc w samym ręczniku ruszyła w
kierunku drzwi sypialni. Gdy przeszła przez jej próg, zdębiała. Na jej łóżku
leżał żółty tulipan, a obok niego jakaś karteczka. Hermiona bardzo zdziwiona
wzięła do ręki kwiat, by go powąchać. Po chwili sięgnęła również po liścik.
Znalazła tam tekst napisany schludnym, pochyłym i bardzo ładnym pismem. Nigdy
wcześniej go nie widziała.
Granger,
mam nadzieję, że
nie masz mnie dosyć po wczorajszym dniu. Nie wiem jak ty, ale ja chętnie bym to
powtórzył. Może miałabyś ochotę się dzisiaj ze mną spotkać? Napisz odpowiedź na
tym samym pergaminie. Jest zaczarowany – to co ty na nim napiszesz, ja zobaczę
na innym kawałku papieru.
Twój ulubiony
Ślizgon
P.S. Tylko nie myśl
sobie, że to randka!
Hermiona
szeroko się do siebie uśmiechnęła. W głębi duszy bardzo zależało jej na tym
spotkaniu. Już miała podejść do szafy z zamiarem wyboru stroju, gdy nagle wpadła jej do głowy
pewna niepokojąca myśl. A co jeśli to tylko żart? Może on się tylko z niej
nabija? Skąd ma mieć pewność, że naprawdę się zmienił? A jeżeli to jakiś
podstęp?
Dziewczyna
zrezygnowana usiadła na łóżku. Nic nie mogła poradzić na to, że była
podejrzliwa w stosunku do byłego
Ślizgona. W końcu była Gryfonką! Nie ufała żadnym wychowankom domu Salazara Slytherina,
a co dopiero Malfoyowi. Miała jednak przed oczami ostatni wieczór. Blondyn był
dla niej bardzo miły i uprzejmy, wręcz oczarował ją swoją osobowością i
charakterem. I wydawał się w tym szczery. Nie była jednak tego taka pewna.
Z
dużymi wątpliwościami sięgnęła po długopis. Przez parę minut trzymała go nad
pergaminem nie wiedząc, co napisać. Nie chciała go w żaden sposób urazić, ale
zależało jej na tym, żeby dać chłopakowi wyraźny sygnał, że nie jest
zainteresowana spotkaniami z nim. Tak, ostatecznie zdecydowała się na ucieczkę.
Nie miała siły na kolejne nieporozumienia. Marzyła o chwili tylko dla siebie.
Ona, lampka wina i jakaś lekka lektura. Zdecydowanym ruchem napisała na kartce
pare słów.
Dzisiaj nie mogę.
Może innym razem.
H.G.
W chwili
gdy skończyła pisać tę wiadomość, coś ścisnęło ją w środku. Zdawała sobie
jednak sprawę z tego, że to najlepsze dla niej w obecnej sytuacji rozwiązanie.
Przynajmniej taką miała nadzieję.
***
- Pokarz
się już, Draco – krzyknęła Narcyza. – Przypominam ci, że ja dalej czekam.
- Już
idę! Daj mi jeszcze chwilę!
Kobieta
przeszła do salonu i usiadła na fotelu przed kominkiem. Wpatrywała się w ogień
z zachłannością, jakby od tego zależało jej życie. Myślała o Draconie, jej
synku, tak bardzo podobnym do swojego ojca. Chłopak miał już prawie 20 lat. Te
wszystkie lata minęły jej nieprawdopodobnie szybko. Dałaby wszystko, by móc
przeżyć je jeszcze raz. Może z małymi zmianami. Była pewna, że nie zgodziłaby
się ponownie wyjść za Lucjusza. Przez niego nieraz cierpiała, musiała być zimna
i bezduszna, nawet w stosunku do swojego własnego dziecka. Z drugiej strony
była mu wdzięczna za podarowanie jej takiego skarbu, jakim był dla niej Draco. Dalej
nie mogła sobie wybaczyć swojego postępowania w czasie, gdy Voldemort był
stałym gościem w jej domu.
-
I jak myślisz? Może być? – usłyszała głos Dracona. Spojrzała na niego. Był
ubrany w czarne (muszę dodać, że dobrze dopasowane) spodnie i dżinsową koszulę.
Jego włosy były w lekkim nieładzie sprawiającym, że wyglądał wręcz słodko. I
jeszcze to spojrzenie pełne niepewności. Patrząc na niego miała ochotę go
uściskać.
-
Według mnie jest idealnie.
-
To dobrze.
Draco
uśmiechnął się u ulgą.
-
Odpisała już? – Narcyza spytała niby mimochodem.
-
Nie, jeszcze nie.
-
Odpisze. Nie martw się.
-
Mam nadzieję – mruknął chłopak.
-
Draco, spójrz na mnie.
Blondyn
niechętnie podniósł wzrok z podłogi na swoja matkę.
-
Widzę, że coś cię trapi. O co chodzi?
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Mówię o nawiązaniu znajomości z Granger. Ja…
Dobrze znasz moją przeszłość. Nie powinienem jej do tego wszystkiego wciągać.
Niby nas uniewinniono, ale duża część czarodziejskiego społeczeństwa nadal nami
gardzi. Już nigdy nie zdobędziemy ich zaufania. Nie wiem czy chcę, aby była
tego częścią.
-
Wiesz, co myślę? Uważam, że powinieneś ją po prostu o to zapytać.
-
Niby jak? Podejdę i powiem: Cześć, Granger! Jest taka sprawa, podobasz mi się i
chciałbym z tobą chodzić. Jednak niechęć ludzi do twojej osoby dostaniesz w
pakiecie razem z moją miłością.
Narcyza
uśmiechnęła się pod nosem.
-
Nie o to mi chodziło. Jestem pewna, że dasz radę jakoś dyplomatycznie ją o to
spytać.
-
Nie wydaje mi się. – mruknął chłopak.
-
Draco. Musisz w siebie uwierzyć. Gdzie się podziała twoja pewność siebie?
Dawniej nie miałeś z tym problemu.
Blondyn popatrzył na swoja matkę.
-
Ludzie się zmieniają. Ich podejście do życia i świata też. Sama doskonale
zdajesz sobie z tego sprawę. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że inni nie
wierzą w twoją przemianę. Myślą, że kłamiesz. To mnie najbardziej boli.
-
Synku, rozumiem co masz na myśli. Może
straciłeś trochę pewności siebie, ale za to stałeś się dużo bardziej otwarty i
na świat i na ludzi. Cieszę się, że to rozumiesz. I pamiętaj, że cokolwiek by
się stało, zawsze będę po twojej stronie.
Były
Ślizgon popatrzył się na swoją rodzicielkę z wdzięcznością w oczach.
-
Dziękuję.
***
Draco siedział przy biurku w
swoim gabinecie i po raz kolejny czytał zdanie napisane na małym kawałku
pergaminu. Zdanie napisane przez brązowooką Gryfonkę. Kilka przypadkowych słów,
które razem tworzyły całość, potrafiącą zasmucić człowieka.
Dzisiaj nie mogę.
Może innym razem.
H.G.
Chłopak nie wiedział, co ma o tym
wszystkim myśleć. Prawda była taka, że bardzo zależało mu na spotkaniu z
dziewczyną. Nie do końca rozumiał też swoje uczucia względem niej. Pewne było,
że bardzo ją polubił. Zaintrygowała go. Sprawiła, że chciał ją lepiej poznać.
-
Tylko niby jak mam to zrobić, jeżeli ona sobie tego nie życzy? – mruknął.
Siedział w fotelu wpatrując się w
wiadomość. Po chwili usłyszał ciche pukanie.
-
Proszę.
Do
pokoju weszła nieśmiało jego matka.
-
Draco? Wszystko w porządku?
Chłopak rozważał kłamstwo, jednak
ostatecznie zdecydował się na powiedzenie prawdy. Mógł udawać, że nic się nie
stało, ale co by mu to dało?
-
Nie, nie jest w porządku.
-
Co się stało? – zapytała zaniepokojona Narcyza. – Hermiona nie odpisała?
- Odpisała.
-
To chyba dobra wiadomość.
-
No właśnie nie – blondyn wstał ze swojego dotychczasowego miejsca i podał jego
rozmówczyni wiadomość od Gryfonki.
Narcyza
szybko ją przeczytała i zerknęła na swojego syna. Widziała po jego zachowaniu,
że jest zraniony i rozczarowany odpowiedzią dziewczyny.
-
Nie wiem, czym się martwisz, Draco – powiedział po chwili.
-
Słucham? Przecież ona dała mi do zrozumienia, że nie chce mieć nic wspólnego z
moja osobą.
-
Chyba to trochę nadinterpretujesz.
-
Jak to? – spytał zdziwiony.
Kobieta
westchnęła. Mężczyźni to jednak czasem zachowują się jak dzieci – wszystko im
trzeba tłumaczyć.
-
Czy ona napisała na przykład „Nie chcę cię znać. Zostaw mnie w spokoju”? A może
„Nienawidzę cię. Jesteś złym człowiekiem. Odczep się ode mnie”? Nie. Hermiona
napisała, że dzisiaj nie może. Może ma coś w planach. Nie pomyślałeś o tym? To
nie musi wcale oznaczać, że nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
Chłopak
patrzył na swoją rodzicielkę i nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Ona przecież
miała rację. Jak zwykle, zresztą.
-
To co mam robić? – spytał z nadzieją w oczach.
-
Jak to co? – zdziwiła się Narcyza. – Walcz.
***
Hermiona od momentu napisania listu
miała wyrzuty sumienia. Nie mogła przestać myśleć o blondynie. Cały czas
zastanawiała się nad tym, czy nie skontaktować się z chłopakiem i nie zaprosić
go gdzieś. Przecież tak bardzo chciała go znowu zobaczyć. Miała mętlik w
głowie. Od ponad godziny próbowała przeczytać jedną stronę w książce. Nie mogła
się jednak skupić na czytanym tekście. Szczerze mówiąc, to nawet nie była w
stanie powiedzieć, co właściwie czyta. Ciągle przed oczami pojawiała jej się
twarz młodego Malfoya.
Nagle przed jej nosem
zmaterializowała się jakaś karteczka. Niepewnie wzięła ją do ręki i obejrzała
ze wszystkich stron. Zdecydowała się na przeczytanie jej zawartości. Była
bardzo ciekawa od kogo to. Powoli rozwinęła arkusik papieru.
Wiesz, Granger, że
ja jestem typowym Ślizgonem? A co za tym idzie, jestem strasznie uparty. Nawet
bardziej niż Gryfoni. I zawsze dostaję to, czego chcę. A teraz naprawdę pragnę
się z tobą spotkać. Czekam na Ciebie w Malfoy’s Café o
17:00. Nie spóźnij się.
D.M.
P.S. Nie przyjmuję
odmowy.
Hermiona przeczytała wiadomość
jeszcze raz. Nie wiedziała, co o tym myśleć. Wyglądało na to, że chłopakowi też
zależało na tym spotkaniu.
- Raz
kozie śmierć – powiedziała cicho. Już widziała co zrobi.
Cudowna miniaturka! Masz lekki styl, przez co twoje opowiadanie czyta się z przyjemnością. Mam nadzieję że niedługo pojawi się następna część <3
OdpowiedzUsuń