sobota, 13 grudnia 2014

Miniaturka I (1/3)

Zdecydowałam, że zanim zacznę dodawać rozdziały podzielę się z wami moją miniaturką. Nie jest jeszcze gotowa w całości, dlatego podzieliłam ją na trzy części.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
HomenumRevelio



„Lek na samotność”

                Czasem życie rzuca nam kłody pod nogi, a los sprawdza naszą wytrzymałość. Zdaje się, że z nas sobie drwią. Nie wiemy, jak mamy postępować. Gubimy się w swoich myślach i uczuciach. Zaczyna nam się zacierać linia pomiędzy dobrem a złem. Zostajemy wystawieni na próbę znowu i znowu... Odbierane są nam nasze najbliższe osoby. Nie możemy żyć tak, jak chcemy. Tracimy to, co jest dla nas najważniejsze. Ból, samotność, cierpienie, tęsknota – to uczucia, które towarzyszą nam nieustannie. Myślimy sobie, że to niesprawiedliwe, że akurat nas to spotkało. Zadajemy sobie pytanie, co źle zrobiliśmy, że jesteśmy w tym miejscu, dlaczego los zdecydował, że to akurat my mamy mieć takie życie. 

Takie myśli już od jakiegoś czasu dręczyły Hermionę Granger. Dziewczyna przeżyła już naprawdę wiele. Pomogła w końcu uwolnić świat od rządów okrutnego Lorda Voldemorta i jego popleczników. Nie był to okres w jej życiu, do którego chętnie wracała. Wyprawa, podczas której szukała wraz z Harrym i Ronem horkruksów odcisnęła swoje piętno na jej psychice. Stała się typem samotnika, przestała się uśmiechać, nie cieszyła się życiem tak, jak dawniej. Nie była w stanie pozbyć się wyrzutów sumienia. Cały czas wspominała osoby, które poległy w ostatecznej bitwie. Nie mogła sobie wybaczyć tego, że nie udało im się ich uratować. Choć wielokrotnie tłumaczono jej, że to nie jest jej wina, że tylu ludzi zginęło, ta uparcie twierdziła, że gdyby wcześniej rozwiązali zagadkę horkruksów, to do bitwy o Hogwart nigdy by nie doszło. Było w tym trochę racji, jednak nikt nie chciał pozwolić Hermionie na obwinianie się za śmierć tylu osób. Tłumaczono jej, że to był ich wybór, by wziąć czynny udział w wojnie. Przystępując do walki byli świadomi tego, że mogą jej nie przeżyć. Dziewczyna nie chciała nikogo słuchać. Uparcie obstawiała przy swoim. W końcu ludzie z jej otoczenia przestali poruszać ten temat w jej obecności, a i ona sama nigdy go nie zaczynała.

Zaraz po wygranej bitwie zdecydowała się na wyjazd z kraju. Udała się do Australii z zamiarem odszukania swoich rodziców. Miała nadzieję, że kontakt z nimi pozwoli jej się stać dawną Hermioną. Przez ponad trzy miesiące nieustannie ich szukała, niestety z marnym skutkiem. Podczas tego okresu czuła się bardzo samotna.  Utrzymywała listowny kontakt z przyjaciółmi, jednak nie było to to samo, co wspólna, szczera rozmowa. Czuła, że się od nich oddala, najgorsze było to, że nie chciała tego powstrzymywać. Nie miała na to po prostu siły. Cała chęć do życia ją opuściła. Ona jedynie wegetowała, egzystowała, nie żyła. W końcu poddała się. Nie miała pojęcia, gdzie mogli przebywać jej rodzice. Postanowiła, że wróci do Europy. Wiedziała, że nie da rady żyć tak jak dawniej. Zdecydowała się więc na rozpoczęcie swojego życia od nowa w innym miejscu, wśród nowych ludzi z innego społeczeństwa. Wybrała Paryż. Dlaczego? Ponieważ to właśnie tam poznali się jej rodzice.

I w taki oto sposób siedziała teraz na hotelowym łóżku z twarzą ukrytą w dłoniach. Nie płakała, już wystarczająco łez wylała. Czuła tylko ogromna pustkę w środku, jakby ktoś wyrwał jej serce. Znalazła przytulny hotel w samym centrum miasta, w którym mogłaby mieszkać dopóki nie znajdzie własnego kąta. Paryż zawsze dobrze jej się kojarzył, dlatego pomyślała, że zamieszanie w tym miejscu pozwoli jej trochę odetchnąć.

Choć była wzorową uczennicą, która wszystko wiedziała nigdy nie zdecydowała się na naukę języka francuskiego. Zamieszkanie w kraju, którego języka się nie zna było skokiem na głęboką wodę, ale do tego właśnie dążyła. Chciała oderwać swoje myśli od wspomnień i zając się teraźniejszością.

Hermiona wstała z łóżka i ruszyła w kierunku łazienki. Weszła do pomieszczenia i po zapaleniu światła spojrzała w lustro. Zobaczyła w nim ładną, aczkolwiek trochę zaniedbaną brązowooką brunetkę. Wróciła myślami do szóstego roku w Hogwarcie, kiedy to była jedną z najszczęśliwszych dziewczyn na ziemi.

- No prawie…- mruknęła przypominając sobie swoje kłótnie z pewnym blond Ślizgonem. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie. – Ale miałam wtedy problemy…

Cała sytuacja wydawała jej się absurdalna. Cierpiała z powodu obelg rzucanych na nią przez egoistycznego, arystokratycznego dupka. Wtedy to była dla niej nie do pomyślenia. Wszystko co Malfoy o niej powiedział brała do siebie i potem bardzo przeżywała. Podczas ich kłótni nigdy nie było po niej widać, że słowa Ślizgona ją bolą. Dopiero gdy była w swoim dormitorium pozwalała łzom płynąć.  Teraz były to dla niej wspomnienia, do których mogła się uśmiechnąć. Zrozumiała, jak bardzo dziecinne było wtedy jej zachowanie. W końcu Malfoy też usłyszał od niej wiele przykrych słów, które były potem wymówką do rozpoczęcia nowej kłótni. Choć miała dopiero dziewiętnaście lat, czuła się starsza i dojrzalsza.

Hermiona odkręciła wodę, po czym obmyła nią twarz. Następnie sięgnęła po ręcznik, aby ją wytrzeć. Zdecydowała się na wyjście do miasta. Wróciła do pokoju i otworzyła swój bagaż. Machnęła różdżką i po chwili wszystkie jej ubrania były poukładane w szafie. Sięgnęła po swoja ulubioną, białą sukienkę. Choć była połowa września na dworze nadal było bardzo ciepło. Ubrała do tego białe sandałki na obcasie, a do ręki wzięła czerwoną torebkę. Wróciła do łazienki by ogarnąć swoje włosy i zrobić lekki makijaż. Skorzystała z jednego zaklęcia, które sprawiło, że jej włosy ułożyły się w piękne, lśniące loki. W makijażu postawiła na delikatnie podkreślone oczy i krwistoczerwone usta. Tak ubrana wyszła z hotelu, zostawiając wcześniej w recepcji klucz do pokoju.

Pogoda była cudowna. Na błękitnym niebie nie było ani jednaj chmurki, a słońce ogrzewało przechodniów ciepłymi, jeszcze letnimi promieniami. Hermiona uśmiechnęła się do siebie. Miała straszną ochotę na jakąś dobrą kawę, więc ruszyła w poszukiwanie kawiarni. Mijało ją wielu roześmianych ludzi. Dezorientował ją fakt, że nic nie rozumiała z otaczających ją rozmów. Czuła się przytłoczona całą tą sytuacją. Jednak z dumnie podniesioną głową szła dalej, sprawiając wrażenie pewnej siebie kobiety.W końcu zauważyła ładną, małą kawiarenkę na samym końcu ulicy. Weszła do środka i gwałtownie przystanęła blokując wejście. Pomieszczenie do którego weszła było przepiękne. Wszędzie były świeże kwiaty, a dokładniej białe róże. W powietrzu unosił się niesamowity kwiatowy zapach pomieszany z aromatem świeżo parzonej kawy. Dodatkowo w kawiarence panował przyjemny, nadający intymności temu miejscu, półmrok rozświetlony w niektórych miejscach pachnącymi różami świeczkami. Z miejsca zakochała się w tym miejscu. Była pewna, że jeszcze nie raz tu przyjdzie by napić się kawy, albo przynajmniej posiedzieć, jeśli okazałoby się, że serwowane napoje nie są zbyt dobre. Po chwili podeszła do lady, by zamówić kawę. Napotkała jednak na swojej drodze duży problem – nikt z obsługi jej nie rozumiał. Ona zresztą też ich nie rozumiała. W końcu jedna z kelnerek pacnęła się ręką w głowę i pobiegła na zaplecze. Niedługo potem wróciła z uśmiechem na twarzy dając Hermionie znak ręką, by usiadła przy którymś ze stolików. Brunetka wybrała miejsce w samym rogu pomieszczenia. Nie chciała rzucać się w oczy. Miała ochotę posiedzieć w spokoju i pomyśleć o sprawach, które w najbliższym czasie musiała załatwić. Ledwo usiadła i położyła torebkę na krześle obok niej, gdy usłyszała dziwnie znajomy głos.

- Bonjour. Słyszałem, że miała pani mały problem z dogadaniem się z obsługą. W czym mogę pani pomóc?

Dziewczyna podniosła głowę na nowego kelnera i zdębiała. Przed nią stał jej dawny szkolny wróg -  Draco Malfoy. Nie mogła uwierzyć, że widzi go naprawdę. Nie spodziewała się spotkać kogokolwiek znajomego w Paryżu, tym bardziej jego. Widziała w jego oczach, że on też ją rozpoznał. Miała ochotę się roześmiać widząc jego głupią minę, jednak powstrzymała się. Czekała, aż on zrobi pierwszy ruch. Była bardzo ciekawa jak zareaguje na jej skromną osobę.

- Granger? Co ty tu robisz?

Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. Dokładnie takiej reakcji się po nim spodziewała. Zaskoczył ją jednak ton głosu blondyna. Nie był pełen ironii i złości, ale ciekawości i dezorientacji. Dziewczyna zdecydowała, że dopóki on jej nic przykrego nie powie, to będzie dla niego miła. Miała się zachowywać tak, jakby nic nigdy pomiędzy nimi nie było. Żadnych kłótni, wyzwisk, nieporozumień i wzajemnej nienawiści. Niechętnie, ale jednak musiała przyznać, że młody dziedzic fortuny Malfoyów wyglądał zjawiskowo. Jego średniej długości włosy nie były już ulizane, ale luźno opadały na jego błękitno-szare oczy. Czy on miał zawsze takie oczy?, pomyślała Hermiona. Przecież one są niesamowite. Mogłabym się na nie patrzeć do końca życia. Dziewczyna totalnie się rozmarzyła. Zerknęła na jego ubiór. Był ubrany w czarne spodnie, eleganckie buty i białą koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci. Wyglądał strasznie pociągająco. Hermiona, ogarnij się! To jest MALFOY! Dawna Gryfonka zrugała się za swoje myśli o dawnym szkolnym wrogu.

- Dzień dobry, Malfoy. Mogłabym ci zadać to samo pytanie. – odpowiedziała dziewczyna z lekkim uśmiechem. Ten gest totalnie zaskoczył blondyna. Gdy usłyszał od swojej koleżanki, że w kawiarni pojawiła się jakaś Brytyjka, z którą nie są w stanie się dogadać, natychmiast udał się z odsieczą. Lisa wspomniała mu, że kobieta jest zjawiskowo piękna, jednak w życiu nie pomyślałby, że tą osobą będzie Granger.  Musiał przyznać rację znajomej co do urody „nieznajomej”, choć ciężko przechodziło mu to przez myśl. Prawda jednak była taka, że siedzące przed nim dziewczyna naprawdę była śliczna. Malfoy musiał niechętnie przyznać, że była Gryfonka się wyrobiła. Nie miała na głowie tej szopy, co dawniej lecz długie loki po pas. Swoją urodę podkreśliła delikatnym makijażem oczu i czerwoną szminką. Ubrana była w zwiewną, lekką i bardzo kobiecą sukienkę, a do tego buty na obcasie. Wmurował go jednak fakt, że dziewczyna na niego nie warczy, a wręcz przeciwnie uśmiecha się. Może mnie nie poznała?, pomyślał blondyn. Zrugał się jednak za tę myśl. Jak Granger mogła go nie poznać? Nie ma takiej opcji! Dodatkowo powiedział przecież do niego per Malfoy.

- To kawiarnia mojej matki, Granger. Trudno, żebyś miała mnie tu nie spotkać. – powiedział przyjaznym tonem. Jeżeli ona na niego nie warczy, to czemu on by miał na nią? Już dawno przestała go obchodzić krew. Odkąd jego ojciec został zamknięty w Azkabanie razem z matką wiódł spokojne życie. Zaraz po bitwie przeprowadzili się do Paryża, gdzie Narcyza otworzyła swoją wymarzoną kawiarnię.

- Nie wiedziałam, że ta kawiarnia należy do was. – mruknęła zawstydzona dziewczyna. Dopiero teraz zauważyła logo na serwetkach - „Malfoy’s Cafe”. Była przekonana, że przy wejściu wisi szyld z takim samym napisem. Tylko czekała, aż blondyn jej to wypomni i zacznie się z niej śmiać. Nic takiego jednak się nie stało.

- Cóż… Dopiero ją otworzyliśmy. – chłopak był zdezorientowany zachowaniem dziewczyny. Nie wiedział jak ma z nią postępować.

- Jest cudowna. Naprawdę. – Hermiona szczerze się uśmiechnęła.

- Cieszę się, że ci się podoba. – Malfoy odwzajemnił uśmiech. Był zdziwiony tym, jak dobrze rozmawiał mu się z brunetką. w końcu przypomniał sobie po co tu przyszedł i zaczął wykonywać swoje obowiązki. – Ale nie jestem tutaj, żeby przyjmować komplementy. Co podać?

Dziewczyna zaczęła się śmiać. Draco nie miał pojęcia o co jej chodzi. Patrzył się na nią ze zdziwieniem. Musiał przyznać, że miała piękny śmiech. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy uświadomił sobie, że w czasie ich nauki w Hogwarcie nie zauważył wielu jej pozytywnych cech.

- Możesz mi powiedzieć z czego się śmiejesz? – zapytał w końcu.

- Malfoy, jeszcze się pytasz? – zaśmiała się. – Ty, czystokrwisty arystokrata, pytasz się mnie, szlamy, co mi podać. Nie uważasz, że to trochę absurdalna sytuacja? W szczególności biorąc pod uwagę nasze relacje ze szkoły.

Draco w końcu zrozumiał o co chodzi byłej Gryfonce. I sam się uśmiechnął.

- Masz rację. Trochę to śmieszne. Ponawiam jednak moje pytanie. Co podać?

- No widzisz. Czyli jednak Panna-Wiem-To-Wszystko czasem ma rację! – powiedziała radośnie Hermiona. – Cappuccino, poproszę.

Malfoy nie mógł powstrzymać uśmiechu. Zdziwił się słysząc przezwisko, którym dawniej nazywał dziewczynę. Najbardziej jednak uderzyło go to, że Granger nie mówi tego z wyrzutem, a wręcz przeciwnie, z nutką rozbawienia.

- Jak widać ma. Już niosę. – powiedział chłopak, po czym zniknął za barem.

Hermiona była bardzo zdziwiona swoją rozmową z Malfoyem. Musiał przyznać, że nawet dobrze jej się z nim rozmawiało. Podczas ich krótkiej wymiany zdań ani razu nie pomyślała o swoich problemach. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że stać ją na takie pozytywne nastawienie. A jednak stać cię, Granger, pomyślała. 

Dziewczyna usiadła wygodnie na krześle i jeszcze raz rozejrzała się po sali. Nadal nie mogła się nadziwić dekoracji tego wnętrza. Urok tego miejsca wręcz ją powalał. Była pewna, że jeszcze tu wróci i to nie raz. Nawet jeżeli miała tu spotkać Malfoya, który o dziwo, okazał się nawet miły. Nadal była bardzo zdziwiona faktem, że chłopak był w stosunku do niej tak uprzejmy. Nie chciała tego psuć, więc zdecydowała, że nie będzie się do niego niemiło odzywać, jeśli nie będzie miała co to tego podstaw.

- Proszę bardzo – usłyszała radosny głos. – Cappuccino, raz!

Blondyn właśnie postawił przed nią filiżankę z jej ulubioną kawą, po czym niczym niezrażony, usiadł naprzeciwko niej przy stoliku. Hermiona otworzyła szerzej oczy. Domyślała się, że chłopak będzie chciał z nią rozmawiać, a ona nie była przekonana co do tego, czy ma wystarczająco siły na tego typu konwersacje.

- Dziękuję bardzo – odpowiedziała cicho dziewczyna.

Zapadła cisza. Po chwili jednak usłyszała głos blondyna.

- Granger… - zaczął – ja… chciałbym z tobą porozmawiać.

- Dobrze. O co chodzi?

- Widzisz… Ja.. nie sądziłem, że będę musiał przeprowadzić tę rozmowę tak szybko. Miałem nadzieję, że będę miał czas, żeby się przygotować. Wiesz, poćwiczyć przed lustrem i te sprawy – próbował zażartować chłopak. Dziewczynę uderzyła myśl, że gdyby znała takiego Malfoya, miłego, zabawnego i trochę nieśmiałego od samego początku, to mogliby zostać nawet przyjaciółmi. Parsknęła śmiechem rozbawiona żartem byłego Ślizgona.

- A tak…cóż… Będę musiał improwizować.

- Zaciekawiłeś mnie – przyznała Hermiona. – Teraz już nie dam ci nie dokończyć. O co chodzi?

Chłopak wydawał się lekko zawstydzony i zażenowany. Brunetka nie była przyzwyczajona do widoku tego akurat chłopaka w takim stanie.

- No dalej! Przecież cię nie zjem! – zaśmiała się.

- No dobra. Ale obiecaj, że wysłuchasz mnie do końca. – chłopak spojrzał jej prosto w oczy.

- Malfoy…

- Obiecaj.

- Dobrze. Obiecuję. Powiesz mi teraz o co chodzi?

- Tak – blondyn głęboko westchnął. – Granger, ja… Chciałbym cię przeprosić. Naprawdę żałuję, że się tak zachowywałem w stosunku do ciebie. Przepraszam cię za wszystkie wyzwiska kierowane pod twój adres, za kawały i dowcipy, które miały cię ośmieszyć, za wszystkie prowokacje i krzywe spojrzenia. Proszę, wybacz mi.

Hermionę wmurowało. Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. W oczach arystokraty widziała szczerość i uczciwość. Była pewna, że są to prawdziwe przeprosiny płynące z głębi serca.

- Malfoy, ja… - po raz pierwszy zabrakło jej słów. Postanowiła, że będzie z nim szczera – jestem w szoku. Nigdy nie spodziewałam się usłyszeć od ciebie takich słów. Jest mi bardzo miło, że postanowiłeś zrobić pierwszy krok i mnie przeprosić. Oczywiście przyjmuje przeprosiny. Już sobie wyobrażam, ile cię to musiało kosztować! – zażartowała puszczając oczko. Do tej pory spięty chłopak jakby odetchnął z ulgą.

- Jednak chce żebyś wiedział, że nie wybaczę ci wszystkiego od razu. Nie mówię nie! Po prostu potrzebuje trochę czasu. Musisz mi udowodnić, że naprawdę ci na tym zależy. Że jest to szczere, a nie na pokaz. Nie zrozum mnie źle. Nie osądzam cię. Nie mogę skreślić cię od razu na samym początku. Chce ci tylko uświadomić, że to nie będzie łatwa i przyjemna znajomość.

Chłopak nie wiedział co ma powiedzieć. Był zadziwiony szczerością dziewczyny, ale i zadowolony z tego powodu. Dało mu to nadzieję na dobry kontakt z byłą Gryfonką w przyszłości.

- Oj już nie rób takiej miny! Przecież nie zrezygnuje od razu z naszych cudownych sprzeczek! Wiem, że nie możesz bez nich żyć. – zaśmiała się dziewczyna, po czym dodała konspiracyjnym szeptem – jak mam być z tobą szczera, to mi też by tego brakowało. W końcu nie ma chyba lepszego sposobu, żeby się wyżyć, nie? Każdy musi znaleźć sposób na pozbycie się negatywnych emocji. Ja na przykład preferuję kłótnie z tobą. Wierz mi, że po każdej naszej ‘małej wymianie zdań’ w szkole wyczerpana padałam na łóżko i szłam spać. Nie miałam po tym na nic siły. Raz nawet zapomniałam zrobić zadanie na transmutacje! Ale musiałam się następnego dnia nagimnastykować, żeby wcisnąć McGonagall jakiś kit, żeby mi odpuściła…- Hermiona zdążyła się już przyzwyczaić do towarzystwa blondyna i była w stanie się nawet rozluźnić. Zdecydowała, że będzie z nim szczera. Rodzice zawsze jest powtarzali, że szczerość popłaca. Miała nadzieję, że w jej przypadku się to sprawdzi. Chłopak cały czas milczał.

- A ty co taki cichy jesteś, Malfoy? Czekaj, nie mów! Wiem o co chodzi! Jesteś zszokowany faktem, że nie napisałam tego eseju na transmutacje, mam rację? Jak widzisz nawet najlepszym się zdarza – brunetka uśmiechnęła się ciepło do młodego Malfoya. Bardzo bawiła ją jego mina – był w totalnym szoku. Muszę częściej doprowadzać go do takiego stanu, pomyślała z lekka nutką złośliwości.

- Prawdę mówiąc, to jestem zszokowany faktem, że jesteśmy w stanie się porozumieć. Tą pracą na transmutacje oczywiście też. I twoją osobowością i charakterem. Jesteś kompletnie inna niż myślałem. Zawsze uważałem cię za wymądrzałą kujonkę z przerostem ambicji, a tu taka niespodzianka! Wybacz za to określenie, nie chciałem cię obrazić. Ale wiesz o co mi chodzi. – blondyn uśmiechnął się z lekkim zażenowaniem.

Hermiona zaczęła się śmiać. W ogóle nie rozumiała swojego zachowania. Jeszcze dzień wcześniej była załamana swoim życiem, a dziś tryskała radością, energią i entuzjazmem. Zachowywała się jak nie ona. Zaczęła podejrzewać, że to miejsce ma na nią taki wpływ. Pochwaliła się w myślach za dobrze podjętą decyzję dotyczącą zamieszkania w Paryżu. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że to może osoba, z którą spędza czas ma na nią taki wpływ, a nie miejsce.

- Przecież się nie obrażam. Jednak jestem ciekawa, co rozumiesz pod pojęciem ‘niespodzianka’.

- To chyba oczywiste – zaśmiał się chłopak. Był lekko zażenowany całą sytuacją. Uciekał od niej wzrokiem. Patrzył się wszędzie tylko nie na Hermionę.

- Dla mnie nie. No nie wstydź się. – zachęcała go dziewczyna. Naprawdę była ciekawa, co ma do powiedzenia były Ślizgon.

- Skoro nalegasz…- poddał się w końcu chłopak. – Chodziło mi o to, że po podejściu do stolika zobaczyłem piękną, silną, uśmiechniętą i jak się po rozmowie okazało, zabawną oraz inteligentną dziewczynę.

Hermionę zamurowało. Lekko się zarumieniła na słowa arystokraty. Zapanował niezręczna cisza. Żeby się jej pozbyć dziewczyna postanowiła rozśmieszyć blondyna.

- Gdybyś nie był Malfoyem i gdybym cię nie znała przez ostatnie 8 lat, to pomyślałabym, że mnie podrywasz, Malfoy.

- Chyba śnisz, Granger – fuknął chłopak. – Nigdy w życiu.

Hermiona może i by się obraziła za te słowa, ale w oczach chłopaka widziała wyraźne iskierki radości. Przez to była pewna, że chłopak żartuje. Postanowiła ciągnął tę grę. Właściwie to nawet dobrze się bawiła przekomarzając się ze swoim byłym wrogiem.

- To dobrze. Ulżyło mi. Jeszcze bym musiał znosić te twoje humorki. Zachowujesz się czasem gorzej niż kobieta w ciąży.

- Wcale nie! – krzyknął oburzony tym stwierdzeniem chłopak, ale i rozbawiony całą sytuacją. Podobała mu się ta wymiana zdań i nie chciał jej tak szybko kończyć.

- Jak nie, jak tak! Właśnie to udowodniłeś! Wcześniej byłeś zabawny i miły, a potem zacząłeś strzelać fochy i się oburzać!

- Uważasz, że jestem zabawny i miły? I kto tu teraz komu prawi komplementy, co? Czy ty mnie podrywasz, Granger? – powiedział złośliwym tonem blondyn.

- Oj Malfoy… Gdzie byłeś kiedy rozdawali rozum? – zapytała z wrednym uśmieszkiem na twarzy dziewczyna.

- Stałem w kolejce po urodę, wdzięk i inteligencję – odpowiedział pewnie chłopak lekko się uśmiechając.

Brunetka na te słowa zrobiła zmartwioną minę i ‘niewinnie’ spytała:

- I co? Zabrakło dla ciebie?

- Niestety pewna brązowowłosa Gryfonka, która była w kolejce przede mną dość mocno uszczupliła zapasy. Więc dostałem same resztki. A patrz co i tak ze mnie wyszło – młody bóg!

Dawni wrogowie zaczęli się śmiać. Cała ta sytuacja bardzo ich bawiła. A najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że dobrze czuli się w swoim towarzystwie.

- Dobra, koniec żartów – powiedział Malfoy – Jestem strasznie ciekawy, co tu robisz. Powiesz mi? Chyba to nie jest jakaś tajemnica.

Dziewczyna gwałtownie spoważniała. Nie chciała zwierzać się ze swoich problemów Malfoyowi. Z drugiej jednak strony będzie on bezstronny przy wydawaniu swojej opinii ta ten temat. Zdecydowała się na opowiedzenie mu swojego życia po wojnie.

- To dość długa historia. I szczerze mówiąc trochę nudna. – uśmiechnęła się nieznacznie.

- Jakoś dam radę – zaśmiał się chłopak.

- Dobrze, więc słuchaj. Wiesz, że w czasie wojny szukałam z Harrym i Ronem horkruksów. Ta wyprawa nie wpłynęła pozytywnie ani na moje zdrowie fizyczne, ani psychiczne. Obwiniałam się za śmierć wszystkich, którzy zginęli w trakcie drugiej bitwy o Hogwart.

- Ale, Granger, przecież to wcale nie jest…

- Malfoy! Nie przerywaj mi, bo ci nic nie powiem!

-Dobra, dobra… Nie bulwersuj się tak…

- Nie bulwersuj się tak?! Nie bulwersuj?! Malfoy! Ja ci opowiadam historię swojego życia! Tobie! A ty jeszcze wyjeżdżasz mi z tekstem, żebym się nie bulwersowała?! – zdenerwowała się dziewczyna.

Blondynowi zrobiło się głupio.

- Spokojnie, Granger. Nie chciałem cię zdenerwować. Już nie będę ci przerywać. – powiedział spokojnie patrząc się w oczy byłej Gryfonce.

Hermiona wzięła kilka uspokajających oddechów. Zamilkła na chwilę, by pozbierać myśli, a potem wróciła do przerwanej historii.

- Tak właściwie to nadal uważam, że to moja wina. Gdybym wcześniej rozwiązała zagadkę horkruksów to najprawdopodobniej w ogóle by nie doszło do bitwy w Hogwarcie. Fred, Tonks, Remus, Lavender… Oni wszyscy by żyli…

Zapadła cisza. Draco zauważył, że oczy Hermiony niebezpiecznie się błyszczą. Patrząc na nią obudziły się w nim jakieś nieznane mu dotąd uczucia. Miał ochotę do niej podejść i mocno ją przytulic zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Merlinie, co się ze mną dzieje?, pomyślał. Po chwili Hermiona podjęła opowieść.

- Zaraz po bitwie zdecydowałam się na wyjazd z kraju. Nie wiem do dzisiaj, co się dokładnie działo w Anglii. I szczerze mówiąc nie za bardzo mnie to interesuje. Ja już zrobiłam swoje. Wyjechałam do Australii by znaleźć rodziców.

Draco spojrzał na nią z dezorientacją w oczach. Nie wiedział, o czym mówiła dziewczyna. Czemu miałaby szukać rodziców na innym kontynencie? Postanowił zaryzykować i uniósł rękę, dokładnie tak jak uczeń w klasie. Hermiona patrzyła się na niego z lekkim rozbawieniem. Chłopak był niereformowalny. Kiwnęła mu głową na znak, ze może mówić.

- Czemu szukałaś rodziców? Wydawało mi się, ze mieszkają z Londynie.

Dziewczyna zrugała się w myślach. Przecież Malfoy nic nie wiedział.

- Otóż, widzisz, aby zapewnić im bezpieczeństwo, na wakacjach przed siódmym rokiem, zmodyfikowałam im pamięć. Kazałam im o sobie zapomnieć. Wpoiłam im do umysłu, że są szczęśliwym małżeństwem bez dzieci,  marzącym o podróży do Australii. Chciałam, żeby byli jak najdalej od tego wszystkiego. Voldemort mógł chcieć ich znaleźć i zabić, by zemścić się na mnie. Nie mogłam do tego dopuścić. A tak miałam przynajmniej pewność, że trudniej mu będzie ich dopaść. Przez cały okres wojny bardzo za nimi tęskniłam. Brakowało mi ich wsparcia. Ale pocieszała mnie myśl, że są w miarę bezpieczni. Wyruszyłam w podróż dzień po ostatecznej bitwie. Zależało mi na tym, żeby ktoś z moich przyjaciół ze mną pojechał. Nikt jednak nie chciał. Najwyraźniej nie byłam dla nich tak ważna, jak zawsze myślałam. Harry od dawna planował oświadczyć się Ginny. Z tego co wiem, to są już zaręczeni. Rozumiem to, że nikt z nich nie chciał ze mną pojechać, jednak najbardziej rozczarował mnie Ron. Został tylko dlatego, że zależało mu na sławie. Chciał korzystać z niej, dopóki pozwalała mu na to sytuacja. A tyle mi obiecywał. Wiesz, od dawna się w nim podkochiwałam i w czasie bitwy okazało się, że on we mnie też. Wtedy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Ron obiecał mi, że już zawsze będzie ze mną. Nie dotrzymał obietnicy. Minęły już ponad trzy miesiące, a on nie odezwał się do mnie ani słowem. Utrzymuje kontakt tylko z Harrym i Ginny. A i z nimi jest różnie. Ale rozumiem, że mają wiele na głowie. W końcu organizacja ślubu nie jest czymś prostym, prawda? Krótko mówiąc zostałam sama. Ale starałam się być silna. Wiesz co jest jednak najgorsze? Że to wszystko na nic. Nie znalazłam ich. Zniknęli z powierzchni ziemi. Postanowiłam zacząć życie od nowa w nowym miejscu. I dlatego tu jestem. Do Paryża teleportowałam się dzisiaj rano. Tyle. Oto moja historia.

Blondyn zaniemówił. Nie wiedział, że dziewczyna tyle już w swoim życiu przeżyła.

- Czemu nic nie mówisz?

- Nie wiem, co mam powiedzieć. Przykro mi. Z powodu twoich rodziców. Jestem pewny, że kiedyś uda ci się ich znaleźć.

Dziewczyna uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.

- Natomiast jeżeli chodzi o tego rudego łasica, to on ma chyba budyń zamiast mózgu. Mózgu, który ma wielkość ziarnka piasku i to jak spuchnie. – zażartował chłopak mając nadzieję, że w ten sposób rozładuje napiętą atmosferę. Udało mu się. Hermiona zaczęła się śmiać. Po chwili spoważniała cały czas jednak patrząc się na blondyna. W jej oczach widział wdzięczność, nadzieję i …czułość? Malfoy, ogarnij się!, zbeształ się chłopak w myślach.

- Co się działo z tobą? Czemu tutaj jesteś? – zapytała po jakimś czasie Hermiona.

- Wiesz po której stronie stałem w trakcie wojny. Po tej złej. Jednak nie z własnej woli. To wszystko przez mojego ojca i ciotkę. Cholerni fanatycy! Złożyli Voldemortowi wieczystą przysięgę, że ród Malfoyów będzie mu służył. Tylko oni wierzyli w jego chorą ideologię. Moja matka cały czas była przeciwna. Nie obchodziło ich jej zdanie. Tak naprawdę to nie dali mi wyboru. Po prostu pewnego dnia Voldemort wezwał mnie do siebie i wyczarował znak na moim przedramieniu. Byłem od niego całkowicie uzależniony. W trakcie bitwy przeszedłem na waszą stronę. Tylko dlatego nie siedzę teraz w Azkabanie. Oczywiście nikt mi nie wierzył , że robię to dlatego, że naprawdę uważam Czarnego Pana za zło wcielone. Myśleli, że robię to tylko dlatego, że się boję kary za moje występki. Kazałem aurorom podać mi Veritaserum. Gdy okazało się, że mówiłem prawdę wypuścili mnie. To samo stało się z moja matką. Ojciec oczywiście został skazany. I dobrze. Zasłużył sobie na to. Pod koniec czerwca zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Paryża. Moja matka zawsze marzyła o otworzeniu kawiarni. Więc postanowiłem, że spełnię jej najgłębsze pragnienie. Kupiłem dla niej ten lokal w prezencie. Była przeszczęśliwa, gdy go zobaczyła. Po raz pierwszy widziałem w jej oczach łzy radości, a nie strachu.

- Wow – mruknęła Hermiona. – Nie spodziewałam się takiej szczerości z twojej strony.

- Tak jakoś wyszło – uśmiechnął się chłopak. Po chwili dziewczyna zadała pytanie:

- A co ze szkołą? Nie myślałeś, żeby wrócić na siódmy rok i ukończyć Hogwart?

- A ty?

- Oczywiście, że rozważałam taką opcję. Nadal rozważam.

- Ja tak samo. Myślałem o tym, jednak nie jestem pewien. Nie chce zostawiać matki samej. Ona mnie teraz potrzebuje.

- Rozumiem. Wiesz co? Zarządzam koniec tej smętnej rozmowy! Nie chce się już smucić. Póki co jesteśmy zdrowi i nic nam nie zagraża, więc po co się martwic na zapas? – powiedziała dziewczyna.

- Zgadzam się. Koniec ze smutnymi opowieściami. Jak kawa? Może być? Nieskromnie powiem, że trzy czwarte naszych klientów przychodzi tu tylko po to, by skosztować mojej przepysznej kawy – pochwalił się blondyn.

- Cóż, muszę przyznać, że jest nawet dobra, panie Malfoy.

- Tylko dobra? Jak możesz, panno Granger! To najlepsza kawa w Paryżu! Ba, we Francji!

            Ich rozmowa trwała jeszcze cztery godziny. Rówieśnicy poruszali wszystkie tematy jakie tylko przychodziły im do głowy. W ogóle nie krępowali się swoim towarzystwem. Bardzo dobrze się ze sobą dogadywali i nikt nie chciał zakończyć ich rozmowy. Słońce zaczęło powoli zachodzić na horyzoncie ustępując miejsca księżycowi.

- Wiesz, Granger – zaczął blondyn – Nie chce być niemiły, ale już po dziesiątej i powinienem już jakiś czas temu zamknąć kawiarnię.

- Po dziesiątej? – zdziwiła się Gryfonka – niemożliwe!

- A jednak. Ale nie dziwię ci się, że zgubiłaś poczucie czasu. W końcu w takim towarzystwie…

Zaczął chłopak, ale dziewczyna bezceremonialnie mu przerwała.

- Jak zwykle skromny – zaśmiała się.

- Dokładnie. Jest to cecha, którą staram się w sobie pielęgnować.

Hermiona już po raz kolejny tego wieczora zaczęła się śmiać. Była dosłownie zachwycona charakterem jej dawnego wroga. W życiu by nie pomyślała, że jest takim zabawnym i uroczym facetem.

- Rozbrajasz mnie. Naprawdę!

- I dobrze! O to mi chodzi!

- Dobra, koniec żartów. Muszę się już zbierać. Bardzo ci dziękuję za miły dzień. 

- I wieczór tak w gwoli ścisłości – wtrącił chłopak.

- Tak, wieczór też. Jeszcze raz dziękuję. – dziewczyna już się obracała, gdy nagle sobie przypomniała.

- Prawie bym zapomniała! Nie zapłaciłam za kawę – po tych słowach zaczęła grzebać w swojej torebce szukając portfela. Nie zdążyła go jednak wyciągnąć, ponieważ poczuła na swoim nadgarstku palce byłego Ślizgona, który patrzył się na nią z dziwną miną wymalowana na twarzy.

- Oszalałaś? Nie będziesz za nic płacić. Ta kawa była na koszt firmy.

- Ale Malfoy…

- Nie, Granger. Chociaż tyle mogę dla ciebie zrobić za te wszystkie upokorzenia – postawić ci kawę. Tak właściwie to musiałbym robić to do końca moich dni.

- Malfoy, posłuchaj…

- Nie przerywaj mi. Tak właściwie to nie jest taki głupi pomysł. Nie zapłacisz za żadna kawę wypitą w  tym lokalu. Koniec, kropka!

Zadowolony ze swojego pomysłu chłopak dumnie wypiął pierś.  Widok ten tak rozśmieszył Hermionę, że ta parsknęła śmiechem.

- Jesteś niereformowalny – mruknęła. – Ale to naprawdę nie jest konieczne. To tylko głupia kawa.

- Ale ja nalegam.

- Malfoy…

- Granger…

Przez chwile mierzyli się spojrzeniem. Dziewczyna nie wytrzymała i odwróciła wzrok na co chłopak śmiesznie zareagował.

- Ha! Wygrałem! – uśmiechnął się przy tym uroczo. Hermiona nie mogła się na niego gniewać. Nie wiedziała, w którym momencie jej podejście do chłopaka i zdanie o nim uległo tak wielkiej zmianie. W tym momencie nie chciała o tym myśleć.

- Dobra, niech ci będzie. Tę jedną kawę ci podaruję…

- Tę i każdą następną.

Hermiona już chciała zacząć z nim dyskutować na ten temat, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. On po prostu chciał jej wynagrodzić te wszystkie cierpienia.

- Nie mam siły się z tobą kłócić. Zgadzam się, ale chce żebyś wiedział, że nie pochwalam tego.

- Wiem, wiem. Od razu to widać po twojej minie – powiedział chłopak po czym uśmiechnął się do niej łobuzersko. Efekt niegrzecznego chłopca pogłębiły jeszcze bardziej opadające mu na twarz kosmyki prawie białych włosów.

Hermiona uśmiechnęła się lekko.

- Dobranoc, Dr… Malfoy – powiedziała dziewczyna mając nadzieję, że chłopak nie wychwycił jej małej pomyłki.

- Dobranoc, Granger – odpowiedział chłopak żałując, że dziewczyna nie nazwała go po imieniu. Wtedy na pewno zacząłby mówić do niej per Hermiono. Choć nie ukrywał faktu, że nazywanie jej po nazwisku niesamowicie mu się podobało. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że dziewczynie również.

Hermiona znowu zaczęła iść w stronę wyjścia, lecz zatrzymał ją głos blondyna.

- Nie zapomniałaś o czymś?

- Chyba nie.

 - A ja myślę, że tak.

Po wypowiedzeniu tych słów podszedł do niej i powoli zaczął się nad nią nachylać. Serce Hermiony zaczęło bić w nienaturalnie szybkim tempie.  Chłopak przybliżył swoją twarz do jej twarzy i delikatnie pocałował w policzek. Dziewczyna zarumieniła się lekko. 

- Dobranoc, Granger.

Hermiona nic nie odpowiedziała. Nieśmiało się do niego uśmiechnęła i czym prędzej wyszła z kawiarni. Nie rozumiała reakcji swojego ciała na dotyk chłopaka. Musiała to wszystko porządnie przemyśleć. 

Bardzo proszę o komentarze ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz