Zdecydowałam, że zanim zacznę dodawać rozdziały podzielę się z wami moją miniaturką. Nie jest jeszcze gotowa w całości, dlatego podzieliłam ją na trzy części.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
HomenumRevelio
„Lek na samotność”
Czasem życie rzuca nam kłody pod
nogi, a los sprawdza naszą wytrzymałość. Zdaje się, że z nas sobie drwią. Nie
wiemy, jak mamy postępować. Gubimy się w swoich myślach i uczuciach.
Zaczyna nam się zacierać linia pomiędzy dobrem a złem. Zostajemy wystawieni na
próbę znowu i znowu... Odbierane są nam nasze najbliższe osoby. Nie możemy żyć
tak, jak chcemy. Tracimy to, co jest dla nas najważniejsze. Ból, samotność,
cierpienie, tęsknota – to uczucia, które towarzyszą nam nieustannie. Myślimy sobie,
że to niesprawiedliwe, że akurat nas to spotkało. Zadajemy sobie pytanie, co
źle zrobiliśmy, że jesteśmy w tym miejscu, dlaczego los zdecydował, że to
akurat my mamy mieć takie życie.
Takie
myśli już od jakiegoś czasu dręczyły Hermionę Granger. Dziewczyna przeżyła już
naprawdę wiele. Pomogła w końcu uwolnić świat od rządów okrutnego Lorda
Voldemorta i jego popleczników. Nie był to okres w jej życiu, do którego
chętnie wracała. Wyprawa, podczas której szukała wraz z Harrym i Ronem
horkruksów odcisnęła swoje piętno na jej psychice. Stała się typem samotnika,
przestała się uśmiechać, nie cieszyła się życiem tak, jak dawniej. Nie była
w stanie pozbyć się wyrzutów sumienia. Cały czas wspominała osoby, które
poległy w ostatecznej bitwie. Nie mogła sobie wybaczyć tego, że nie udało
im się ich uratować. Choć wielokrotnie tłumaczono jej, że to nie jest jej wina,
że tylu ludzi zginęło, ta uparcie twierdziła, że gdyby wcześniej rozwiązali
zagadkę horkruksów, to do bitwy o Hogwart nigdy by nie doszło. Było w tym
trochę racji, jednak nikt nie chciał pozwolić Hermionie na obwinianie się za
śmierć tylu osób. Tłumaczono jej, że to był ich wybór, by wziąć czynny udział
w wojnie. Przystępując do walki byli świadomi tego, że mogą jej nie
przeżyć. Dziewczyna nie chciała nikogo słuchać. Uparcie obstawiała przy swoim.
W końcu ludzie z jej otoczenia przestali poruszać ten temat w jej
obecności, a i ona sama nigdy go nie zaczynała.
Zaraz
po wygranej bitwie zdecydowała się na wyjazd z kraju. Udała się do Australii z
zamiarem odszukania swoich rodziców. Miała nadzieję, że kontakt z nimi pozwoli
jej się stać dawną Hermioną. Przez ponad trzy miesiące nieustannie ich szukała,
niestety z marnym skutkiem. Podczas tego okresu czuła się bardzo samotna. Utrzymywała listowny kontakt z przyjaciółmi,
jednak nie było to to samo, co wspólna, szczera rozmowa. Czuła, że się od nich
oddala, najgorsze było to, że nie chciała tego powstrzymywać. Nie miała na to
po prostu siły. Cała chęć do życia ją opuściła. Ona jedynie wegetowała,
egzystowała, nie żyła. W końcu poddała się. Nie miała pojęcia, gdzie mogli
przebywać jej rodzice. Postanowiła, że wróci do Europy. Wiedziała, że nie da
rady żyć tak jak dawniej. Zdecydowała się więc na rozpoczęcie swojego życia od
nowa w innym miejscu, wśród nowych ludzi z innego społeczeństwa. Wybrała
Paryż. Dlaczego? Ponieważ to właśnie tam poznali się jej rodzice.
I
w taki oto sposób siedziała teraz na hotelowym łóżku z twarzą ukrytą
w dłoniach. Nie płakała, już wystarczająco łez wylała. Czuła tylko ogromna
pustkę w środku, jakby ktoś wyrwał jej serce. Znalazła przytulny hotel
w samym centrum miasta, w którym mogłaby mieszkać dopóki nie znajdzie
własnego kąta. Paryż zawsze dobrze jej się kojarzył, dlatego pomyślała, że
zamieszanie w tym miejscu pozwoli jej trochę odetchnąć.
Choć
była wzorową uczennicą, która wszystko wiedziała nigdy nie zdecydowała się na
naukę języka francuskiego. Zamieszkanie w kraju, którego języka się nie
zna było skokiem na głęboką wodę, ale do tego właśnie dążyła. Chciała oderwać
swoje myśli od wspomnień i zając się teraźniejszością.
Hermiona
wstała z łóżka i ruszyła w kierunku łazienki. Weszła do pomieszczenia i po
zapaleniu światła spojrzała w lustro. Zobaczyła w nim ładną,
aczkolwiek trochę zaniedbaną brązowooką brunetkę. Wróciła myślami do szóstego
roku w Hogwarcie, kiedy to była jedną z najszczęśliwszych dziewczyn na
ziemi.
-
No prawie…- mruknęła przypominając sobie swoje kłótnie z pewnym blond
Ślizgonem. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie. – Ale miałam wtedy problemy…
Cała
sytuacja wydawała jej się absurdalna. Cierpiała z powodu obelg rzucanych na nią
przez egoistycznego, arystokratycznego dupka. Wtedy to była dla niej nie do
pomyślenia. Wszystko co Malfoy o niej powiedział brała do siebie i potem bardzo
przeżywała. Podczas ich kłótni nigdy nie było po niej widać, że słowa Ślizgona
ją bolą. Dopiero gdy była w swoim dormitorium pozwalała łzom płynąć. Teraz były to dla niej wspomnienia, do
których mogła się uśmiechnąć. Zrozumiała, jak bardzo dziecinne było wtedy jej
zachowanie. W końcu Malfoy też usłyszał od niej wiele przykrych słów,
które były potem wymówką do rozpoczęcia nowej kłótni. Choć miała dopiero
dziewiętnaście lat, czuła się starsza i dojrzalsza.
Hermiona
odkręciła wodę, po czym obmyła nią twarz. Następnie sięgnęła po ręcznik, aby ją
wytrzeć. Zdecydowała się na wyjście do miasta. Wróciła do pokoju i otworzyła
swój bagaż. Machnęła różdżką i po chwili wszystkie jej ubrania były poukładane
w szafie. Sięgnęła po swoja ulubioną, białą sukienkę. Choć była połowa
września na dworze nadal było bardzo ciepło. Ubrała do tego białe sandałki na
obcasie, a do ręki wzięła czerwoną torebkę. Wróciła do łazienki by ogarnąć
swoje włosy i zrobić lekki makijaż. Skorzystała z jednego zaklęcia, które
sprawiło, że jej włosy ułożyły się w piękne, lśniące loki. W makijażu
postawiła na delikatnie podkreślone oczy i krwistoczerwone usta. Tak ubrana
wyszła z hotelu, zostawiając wcześniej w recepcji klucz do pokoju.
Pogoda
była cudowna. Na błękitnym niebie nie było ani jednaj chmurki, a słońce
ogrzewało przechodniów ciepłymi, jeszcze letnimi promieniami. Hermiona
uśmiechnęła się do siebie. Miała straszną ochotę na jakąś dobrą kawę, więc
ruszyła w poszukiwanie kawiarni. Mijało ją wielu roześmianych ludzi.
Dezorientował ją fakt, że nic nie rozumiała z otaczających ją rozmów. Czuła się
przytłoczona całą tą sytuacją. Jednak z dumnie podniesioną głową szła dalej,
sprawiając wrażenie pewnej siebie kobiety.W końcu zauważyła ładną, małą
kawiarenkę na samym końcu ulicy. Weszła do środka i gwałtownie przystanęła blokując
wejście. Pomieszczenie do którego weszła było przepiękne. Wszędzie były świeże
kwiaty, a dokładniej białe róże. W powietrzu unosił się niesamowity
kwiatowy zapach pomieszany z aromatem świeżo parzonej kawy. Dodatkowo w kawiarence
panował przyjemny, nadający intymności temu miejscu, półmrok rozświetlony
w niektórych miejscach pachnącymi różami świeczkami. Z miejsca zakochała
się w tym miejscu. Była pewna, że jeszcze nie raz tu przyjdzie by napić
się kawy, albo przynajmniej posiedzieć, jeśli okazałoby się, że serwowane
napoje nie są zbyt dobre. Po chwili podeszła do lady, by zamówić kawę.
Napotkała jednak na swojej drodze duży problem – nikt z obsługi jej nie
rozumiał. Ona zresztą też ich nie rozumiała. W końcu jedna z kelnerek
pacnęła się ręką w głowę i pobiegła na zaplecze. Niedługo potem wróciła z
uśmiechem na twarzy dając Hermionie znak ręką, by usiadła przy którymś ze
stolików. Brunetka wybrała miejsce w samym rogu pomieszczenia. Nie chciała
rzucać się w oczy. Miała ochotę posiedzieć w spokoju i pomyśleć o
sprawach, które w najbliższym czasie musiała załatwić. Ledwo usiadła i
położyła torebkę na krześle obok niej, gdy usłyszała dziwnie znajomy głos.
-
Bonjour. Słyszałem, że miała pani mały problem z dogadaniem się z obsługą. W czym
mogę pani pomóc?
Dziewczyna
podniosła głowę na nowego kelnera i zdębiała. Przed nią stał jej dawny szkolny
wróg - Draco Malfoy. Nie mogła uwierzyć,
że widzi go naprawdę. Nie spodziewała się spotkać kogokolwiek znajomego w Paryżu,
tym bardziej jego. Widziała w jego oczach, że on też ją rozpoznał. Miała
ochotę się roześmiać widząc jego głupią minę, jednak powstrzymała się. Czekała,
aż on zrobi pierwszy ruch. Była bardzo ciekawa jak zareaguje na jej skromną
osobę.
-
Granger? Co ty tu robisz?
Hermiona
uśmiechnęła się pod nosem. Dokładnie takiej reakcji się po nim spodziewała.
Zaskoczył ją jednak ton głosu blondyna. Nie był pełen ironii i złości, ale
ciekawości i dezorientacji. Dziewczyna zdecydowała, że dopóki on jej nic
przykrego nie powie, to będzie dla niego miła. Miała się zachowywać tak, jakby
nic nigdy pomiędzy nimi nie było. Żadnych kłótni, wyzwisk, nieporozumień i
wzajemnej nienawiści. Niechętnie, ale jednak musiała przyznać, że młody
dziedzic fortuny Malfoyów wyglądał zjawiskowo. Jego średniej długości włosy nie
były już ulizane, ale luźno opadały na jego błękitno-szare oczy. Czy on miał zawsze takie oczy?, pomyślała
Hermiona. Przecież one są niesamowite.
Mogłabym się na nie patrzeć do końca życia. Dziewczyna totalnie się
rozmarzyła. Zerknęła na jego ubiór. Był ubrany w czarne spodnie,
eleganckie buty i białą koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci. Wyglądał
strasznie pociągająco. Hermiona, ogarnij
się! To jest MALFOY! Dawna Gryfonka zrugała się za swoje myśli o dawnym
szkolnym wrogu.
-
Dzień dobry, Malfoy. Mogłabym ci zadać to samo pytanie. – odpowiedziała
dziewczyna z lekkim uśmiechem. Ten gest totalnie zaskoczył blondyna. Gdy
usłyszał od swojej koleżanki, że w kawiarni pojawiła się jakaś Brytyjka, z
którą nie są w stanie się dogadać, natychmiast udał się z odsieczą. Lisa
wspomniała mu, że kobieta jest zjawiskowo piękna, jednak w życiu nie
pomyślałby, że tą osobą będzie Granger. Musiał
przyznać rację znajomej co do urody „nieznajomej”, choć ciężko przechodziło mu
to przez myśl. Prawda jednak była taka, że siedzące przed nim dziewczyna
naprawdę była śliczna. Malfoy musiał niechętnie przyznać, że była Gryfonka się
wyrobiła. Nie miała na głowie tej szopy, co dawniej lecz długie loki po pas.
Swoją urodę podkreśliła delikatnym makijażem oczu i czerwoną szminką. Ubrana była
w zwiewną, lekką i bardzo kobiecą sukienkę, a do tego buty na obcasie.
Wmurował go jednak fakt, że dziewczyna na niego nie warczy, a wręcz przeciwnie
uśmiecha się. Może mnie nie poznała?,
pomyślał blondyn. Zrugał się jednak za tę myśl. Jak Granger mogła go nie
poznać? Nie ma takiej opcji! Dodatkowo powiedział przecież do niego per Malfoy.
-
To kawiarnia mojej matki, Granger. Trudno, żebyś miała mnie tu nie spotkać. –
powiedział przyjaznym tonem. Jeżeli ona na niego nie warczy, to czemu on by
miał na nią? Już dawno przestała go obchodzić krew. Odkąd jego ojciec został
zamknięty w Azkabanie razem z matką wiódł spokojne życie. Zaraz po bitwie
przeprowadzili się do Paryża, gdzie Narcyza otworzyła swoją wymarzoną
kawiarnię.
-
Nie wiedziałam, że ta kawiarnia należy do was. – mruknęła zawstydzona
dziewczyna. Dopiero teraz zauważyła logo na serwetkach - „Malfoy’s Cafe”. Była
przekonana, że przy wejściu wisi szyld z takim samym napisem. Tylko czekała, aż
blondyn jej to wypomni i zacznie się z niej śmiać. Nic takiego jednak się nie
stało.
-
Cóż… Dopiero ją otworzyliśmy. – chłopak był zdezorientowany zachowaniem
dziewczyny. Nie wiedział jak ma z nią postępować.
-
Jest cudowna. Naprawdę. – Hermiona szczerze się uśmiechnęła.
-
Cieszę się, że ci się podoba. – Malfoy odwzajemnił uśmiech. Był zdziwiony tym,
jak dobrze rozmawiał mu się z brunetką. w końcu przypomniał sobie po co tu
przyszedł i zaczął wykonywać swoje obowiązki. – Ale nie jestem tutaj, żeby
przyjmować komplementy. Co podać?
Dziewczyna
zaczęła się śmiać. Draco nie miał pojęcia o co jej chodzi. Patrzył się na nią
ze zdziwieniem. Musiał przyznać, że miała piękny śmiech. Zdziwił się jeszcze
bardziej, gdy uświadomił sobie, że w czasie ich nauki w Hogwarcie nie
zauważył wielu jej pozytywnych cech.
-
Możesz mi powiedzieć z czego się śmiejesz? – zapytał w końcu.
-
Malfoy, jeszcze się pytasz? – zaśmiała się. – Ty, czystokrwisty arystokrata,
pytasz się mnie, szlamy, co mi podać. Nie uważasz, że to trochę absurdalna
sytuacja? W szczególności biorąc pod uwagę nasze relacje ze szkoły.
Draco
w końcu zrozumiał o co chodzi byłej Gryfonce. I sam się uśmiechnął.
-
Masz rację. Trochę to śmieszne. Ponawiam jednak moje pytanie. Co podać?
-
No widzisz. Czyli jednak Panna-Wiem-To-Wszystko czasem ma rację! – powiedziała radośnie
Hermiona. – Cappuccino, poproszę.
Malfoy
nie mógł powstrzymać uśmiechu. Zdziwił się słysząc przezwisko, którym dawniej
nazywał dziewczynę. Najbardziej jednak uderzyło go to, że Granger nie mówi tego
z wyrzutem, a wręcz przeciwnie, z nutką rozbawienia.
-
Jak widać ma. Już niosę. – powiedział chłopak, po czym zniknął za barem.
Hermiona
była bardzo zdziwiona swoją rozmową z Malfoyem. Musiał przyznać, że nawet
dobrze jej się z nim rozmawiało. Podczas ich krótkiej wymiany zdań ani razu nie
pomyślała o swoich problemach. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że stać ją na
takie pozytywne nastawienie. A jednak
stać cię, Granger, pomyślała.
Dziewczyna
usiadła wygodnie na krześle i jeszcze raz rozejrzała się po sali. Nadal nie
mogła się nadziwić dekoracji tego wnętrza. Urok tego miejsca wręcz ją powalał.
Była pewna, że jeszcze tu wróci i to nie raz. Nawet jeżeli miała tu spotkać
Malfoya, który o dziwo, okazał się nawet miły. Nadal była bardzo zdziwiona
faktem, że chłopak był w stosunku do niej tak uprzejmy. Nie chciała tego
psuć, więc zdecydowała, że nie będzie się do niego niemiło odzywać, jeśli nie
będzie miała co to tego podstaw.
-
Proszę bardzo – usłyszała radosny głos. – Cappuccino, raz!
Blondyn
właśnie postawił przed nią filiżankę z jej ulubioną kawą, po czym niczym
niezrażony, usiadł naprzeciwko niej przy stoliku. Hermiona otworzyła szerzej
oczy. Domyślała się, że chłopak będzie chciał z nią rozmawiać, a ona nie była
przekonana co do tego, czy ma wystarczająco siły na tego typu konwersacje.
-
Dziękuję bardzo – odpowiedziała cicho dziewczyna.
Zapadła
cisza. Po chwili jednak usłyszała głos blondyna.
-
Granger… - zaczął – ja… chciałbym z tobą porozmawiać.
-
Dobrze. O co chodzi?
-
Widzisz… Ja.. nie sądziłem, że będę musiał przeprowadzić tę rozmowę tak szybko.
Miałem nadzieję, że będę miał czas, żeby się przygotować. Wiesz, poćwiczyć
przed lustrem i te sprawy – próbował zażartować chłopak. Dziewczynę uderzyła
myśl, że gdyby znała takiego Malfoya, miłego, zabawnego i trochę nieśmiałego od
samego początku, to mogliby zostać nawet przyjaciółmi. Parsknęła śmiechem
rozbawiona żartem byłego Ślizgona.
-
A tak…cóż… Będę musiał improwizować.
-
Zaciekawiłeś mnie – przyznała Hermiona. – Teraz już nie dam ci nie dokończyć. O
co chodzi?
Chłopak
wydawał się lekko zawstydzony i zażenowany. Brunetka nie była przyzwyczajona do
widoku tego akurat chłopaka w takim stanie.
-
No dalej! Przecież cię nie zjem! – zaśmiała się.
-
No dobra. Ale obiecaj, że wysłuchasz mnie do końca. – chłopak spojrzał jej
prosto w oczy.
-
Malfoy…
-
Obiecaj.
-
Dobrze. Obiecuję. Powiesz mi teraz o co chodzi?
-
Tak – blondyn głęboko westchnął. – Granger, ja… Chciałbym cię przeprosić.
Naprawdę żałuję, że się tak zachowywałem w stosunku do ciebie. Przepraszam
cię za wszystkie wyzwiska kierowane pod twój adres, za kawały i dowcipy, które
miały cię ośmieszyć, za wszystkie prowokacje i krzywe spojrzenia. Proszę,
wybacz mi.
Hermionę
wmurowało. Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. W oczach
arystokraty widziała szczerość i uczciwość. Była pewna, że są to prawdziwe
przeprosiny płynące z głębi serca.
-
Malfoy, ja… - po raz pierwszy zabrakło jej słów. Postanowiła, że będzie z nim
szczera – jestem w szoku. Nigdy nie spodziewałam się usłyszeć od ciebie
takich słów. Jest mi bardzo miło, że postanowiłeś zrobić pierwszy krok i mnie
przeprosić. Oczywiście przyjmuje przeprosiny. Już sobie wyobrażam, ile cię to
musiało kosztować! – zażartowała puszczając oczko. Do tej pory spięty chłopak
jakby odetchnął z ulgą.
-
Jednak chce żebyś wiedział, że nie wybaczę ci wszystkiego od razu. Nie mówię
nie! Po prostu potrzebuje trochę czasu. Musisz mi udowodnić, że naprawdę ci na
tym zależy. Że jest to szczere, a nie na pokaz. Nie zrozum mnie źle. Nie
osądzam cię. Nie mogę skreślić cię od razu na samym początku. Chce ci tylko
uświadomić, że to nie będzie łatwa i przyjemna znajomość.
Chłopak
nie wiedział co ma powiedzieć. Był zadziwiony szczerością dziewczyny, ale i
zadowolony z tego powodu. Dało mu to nadzieję na dobry kontakt z byłą Gryfonką
w przyszłości.
-
Oj już nie rób takiej miny! Przecież nie zrezygnuje od razu z naszych cudownych
sprzeczek! Wiem, że nie możesz bez nich żyć. – zaśmiała się dziewczyna, po czym
dodała konspiracyjnym szeptem – jak mam być z tobą szczera, to mi też by tego
brakowało. W końcu nie ma chyba lepszego sposobu, żeby się wyżyć, nie? Każdy
musi znaleźć sposób na pozbycie się negatywnych emocji. Ja na przykład
preferuję kłótnie z tobą. Wierz mi, że po każdej naszej ‘małej wymianie zdań’
w szkole wyczerpana padałam na łóżko i szłam spać. Nie miałam po tym na nic
siły. Raz nawet zapomniałam zrobić zadanie na transmutacje! Ale musiałam się
następnego dnia nagimnastykować, żeby wcisnąć McGonagall jakiś kit, żeby mi
odpuściła…- Hermiona zdążyła się już przyzwyczaić do towarzystwa blondyna i
była w stanie się nawet rozluźnić. Zdecydowała, że będzie z nim szczera.
Rodzice zawsze jest powtarzali, że szczerość popłaca. Miała nadzieję, że
w jej przypadku się to sprawdzi. Chłopak cały czas milczał.
-
A ty co taki cichy jesteś, Malfoy? Czekaj, nie mów! Wiem o co chodzi! Jesteś zszokowany
faktem, że nie napisałam tego eseju na transmutacje, mam rację? Jak widzisz
nawet najlepszym się zdarza – brunetka uśmiechnęła się ciepło do młodego
Malfoya. Bardzo bawiła ją jego mina – był w totalnym szoku. Muszę częściej doprowadzać go do takiego
stanu, pomyślała z lekka nutką złośliwości.
-
Prawdę mówiąc, to jestem zszokowany faktem, że jesteśmy w stanie się
porozumieć. Tą pracą na transmutacje oczywiście też. I twoją osobowością i
charakterem. Jesteś kompletnie inna niż myślałem. Zawsze uważałem cię za
wymądrzałą kujonkę z przerostem ambicji, a tu taka niespodzianka! Wybacz za to
określenie, nie chciałem cię obrazić. Ale wiesz o co mi chodzi. – blondyn
uśmiechnął się z lekkim zażenowaniem.
Hermiona
zaczęła się śmiać. W ogóle nie rozumiała swojego zachowania. Jeszcze dzień
wcześniej była załamana swoim życiem, a dziś tryskała radością, energią i
entuzjazmem. Zachowywała się jak nie ona. Zaczęła podejrzewać, że to miejsce ma
na nią taki wpływ. Pochwaliła się w myślach za dobrze podjętą decyzję
dotyczącą zamieszkania w Paryżu. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że
to może osoba, z którą spędza czas ma na nią taki wpływ, a nie miejsce.
-
Przecież się nie obrażam. Jednak jestem ciekawa, co rozumiesz pod pojęciem
‘niespodzianka’.
-
To chyba oczywiste – zaśmiał się chłopak. Był lekko zażenowany całą sytuacją.
Uciekał od niej wzrokiem. Patrzył się wszędzie tylko nie na Hermionę.
-
Dla mnie nie. No nie wstydź się. – zachęcała go dziewczyna. Naprawdę była
ciekawa, co ma do powiedzenia były Ślizgon.
-
Skoro nalegasz…- poddał się w końcu chłopak. – Chodziło mi o to, że po
podejściu do stolika zobaczyłem piękną, silną, uśmiechniętą i jak się po
rozmowie okazało, zabawną oraz inteligentną dziewczynę.
Hermionę
zamurowało. Lekko się zarumieniła na słowa arystokraty. Zapanował niezręczna
cisza. Żeby się jej pozbyć dziewczyna postanowiła rozśmieszyć blondyna.
-
Gdybyś nie był Malfoyem i gdybym cię nie znała przez ostatnie 8 lat, to
pomyślałabym, że mnie podrywasz, Malfoy.
-
Chyba śnisz, Granger – fuknął chłopak. – Nigdy w życiu.
Hermiona
może i by się obraziła za te słowa, ale w oczach chłopaka widziała wyraźne
iskierki radości. Przez to była pewna, że chłopak żartuje. Postanowiła ciągnął
tę grę. Właściwie to nawet dobrze się bawiła przekomarzając się ze swoim byłym
wrogiem.
-
To dobrze. Ulżyło mi. Jeszcze bym musiał znosić te twoje humorki. Zachowujesz
się czasem gorzej niż kobieta w ciąży.
-
Wcale nie! – krzyknął oburzony tym stwierdzeniem chłopak, ale i rozbawiony całą
sytuacją. Podobała mu się ta wymiana zdań i nie chciał jej tak szybko kończyć.
-
Jak nie, jak tak! Właśnie to udowodniłeś! Wcześniej byłeś zabawny i miły, a
potem zacząłeś strzelać fochy i się oburzać!
-
Uważasz, że jestem zabawny i miły? I kto tu teraz komu prawi komplementy, co? Czy
ty mnie podrywasz, Granger? – powiedział złośliwym tonem blondyn.
-
Oj Malfoy… Gdzie byłeś kiedy rozdawali rozum? – zapytała z wrednym uśmieszkiem
na twarzy dziewczyna.
-
Stałem w kolejce po urodę, wdzięk i inteligencję – odpowiedział pewnie
chłopak lekko się uśmiechając.
Brunetka
na te słowa zrobiła zmartwioną minę i ‘niewinnie’ spytała:
-
I co? Zabrakło dla ciebie?
-
Niestety pewna brązowowłosa Gryfonka, która była w kolejce przede mną dość
mocno uszczupliła zapasy. Więc dostałem same resztki. A patrz co i tak ze mnie
wyszło – młody bóg!
Dawni
wrogowie zaczęli się śmiać. Cała ta sytuacja bardzo ich bawiła. A
najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że dobrze czuli się w swoim
towarzystwie.
-
Dobra, koniec żartów – powiedział Malfoy – Jestem strasznie ciekawy, co tu
robisz. Powiesz mi? Chyba to nie jest jakaś tajemnica.
Dziewczyna
gwałtownie spoważniała. Nie chciała zwierzać się ze swoich problemów Malfoyowi.
Z drugiej jednak strony będzie on bezstronny przy wydawaniu swojej opinii ta
ten temat. Zdecydowała się na opowiedzenie mu swojego życia po wojnie.
-
To dość długa historia. I szczerze mówiąc trochę nudna. – uśmiechnęła się
nieznacznie.
-
Jakoś dam radę – zaśmiał się chłopak.
-
Dobrze, więc słuchaj. Wiesz, że w czasie wojny szukałam z Harrym i Ronem
horkruksów. Ta wyprawa nie wpłynęła pozytywnie ani na moje zdrowie fizyczne,
ani psychiczne. Obwiniałam się za śmierć wszystkich, którzy zginęli w trakcie
drugiej bitwy o Hogwart.
-
Ale, Granger, przecież to wcale nie jest…
-
Malfoy! Nie przerywaj mi, bo ci nic nie powiem!
-Dobra,
dobra… Nie bulwersuj się tak…
-
Nie bulwersuj się tak?! Nie bulwersuj?! Malfoy! Ja ci opowiadam historię
swojego życia! Tobie! A ty jeszcze wyjeżdżasz mi z tekstem, żebym się nie
bulwersowała?! – zdenerwowała się dziewczyna.
Blondynowi
zrobiło się głupio.
-
Spokojnie, Granger. Nie chciałem cię zdenerwować. Już nie będę ci przerywać. –
powiedział spokojnie patrząc się w oczy byłej Gryfonce.
Hermiona
wzięła kilka uspokajających oddechów. Zamilkła na chwilę, by pozbierać myśli, a
potem wróciła do przerwanej historii.
-
Tak właściwie to nadal uważam, że to moja wina. Gdybym wcześniej rozwiązała
zagadkę horkruksów to najprawdopodobniej w ogóle by nie doszło do bitwy
w Hogwarcie. Fred, Tonks, Remus, Lavender… Oni wszyscy by żyli…
Zapadła
cisza. Draco zauważył, że oczy Hermiony niebezpiecznie się błyszczą. Patrząc na
nią obudziły się w nim jakieś nieznane mu dotąd uczucia. Miał ochotę do
niej podejść i mocno ją przytulic zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Merlinie, co się ze mną dzieje?,
pomyślał. Po chwili Hermiona podjęła opowieść.
-
Zaraz po bitwie zdecydowałam się na wyjazd z kraju. Nie wiem do dzisiaj, co się
dokładnie działo w Anglii. I szczerze mówiąc nie za bardzo mnie to
interesuje. Ja już zrobiłam swoje. Wyjechałam do Australii by znaleźć rodziców.
Draco
spojrzał na nią z dezorientacją w oczach. Nie wiedział, o czym mówiła
dziewczyna. Czemu miałaby szukać rodziców na innym kontynencie? Postanowił
zaryzykować i uniósł rękę, dokładnie tak jak uczeń w klasie. Hermiona patrzyła
się na niego z lekkim rozbawieniem. Chłopak był niereformowalny. Kiwnęła mu
głową na znak, ze może mówić.
-
Czemu szukałaś rodziców? Wydawało mi się, ze mieszkają z Londynie.
Dziewczyna
zrugała się w myślach. Przecież Malfoy nic nie wiedział.
-
Otóż, widzisz, aby zapewnić im bezpieczeństwo, na wakacjach przed siódmym
rokiem, zmodyfikowałam im pamięć. Kazałam im o sobie zapomnieć. Wpoiłam im do
umysłu, że są szczęśliwym małżeństwem bez dzieci, marzącym o podróży do Australii. Chciałam,
żeby byli jak najdalej od tego wszystkiego. Voldemort mógł chcieć ich znaleźć i
zabić, by zemścić się na mnie. Nie mogłam do tego dopuścić. A tak miałam
przynajmniej pewność, że trudniej mu będzie ich dopaść. Przez cały okres wojny
bardzo za nimi tęskniłam. Brakowało mi ich wsparcia. Ale pocieszała mnie myśl,
że są w miarę bezpieczni. Wyruszyłam w podróż dzień po ostatecznej bitwie. Zależało
mi na tym, żeby ktoś z moich przyjaciół ze mną pojechał. Nikt jednak nie
chciał. Najwyraźniej nie byłam dla nich tak ważna, jak zawsze myślałam. Harry
od dawna planował oświadczyć się Ginny. Z tego co wiem, to są już zaręczeni.
Rozumiem to, że nikt z nich nie chciał ze mną pojechać, jednak najbardziej
rozczarował mnie Ron. Został tylko dlatego, że zależało mu na sławie. Chciał
korzystać z niej, dopóki pozwalała mu na to sytuacja. A tyle mi obiecywał.
Wiesz, od dawna się w nim podkochiwałam i w czasie bitwy okazało się, że on we
mnie też. Wtedy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Ron obiecał mi, że już zawsze
będzie ze mną. Nie dotrzymał obietnicy. Minęły już ponad trzy miesiące, a on
nie odezwał się do mnie ani słowem. Utrzymuje kontakt tylko z Harrym i Ginny. A
i z nimi jest różnie. Ale rozumiem, że mają wiele na głowie. W końcu
organizacja ślubu nie jest czymś prostym, prawda? Krótko mówiąc zostałam sama.
Ale starałam się być silna. Wiesz co jest jednak najgorsze? Że to wszystko na
nic. Nie znalazłam ich. Zniknęli z powierzchni ziemi. Postanowiłam zacząć życie
od nowa w nowym miejscu. I dlatego tu jestem. Do Paryża teleportowałam się
dzisiaj rano. Tyle. Oto moja historia.
Blondyn
zaniemówił. Nie wiedział, że dziewczyna tyle już w swoim życiu przeżyła.
-
Czemu nic nie mówisz?
-
Nie wiem, co mam powiedzieć. Przykro mi. Z powodu twoich rodziców. Jestem
pewny, że kiedyś uda ci się ich znaleźć.
Dziewczyna
uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
-
Natomiast jeżeli chodzi o tego rudego łasica, to on ma chyba budyń zamiast
mózgu. Mózgu, który ma wielkość ziarnka piasku i to jak spuchnie. – zażartował
chłopak mając nadzieję, że w ten sposób rozładuje napiętą atmosferę. Udało mu
się. Hermiona zaczęła się śmiać. Po chwili spoważniała cały czas jednak patrząc
się na blondyna. W jej oczach widział wdzięczność, nadzieję i …czułość? Malfoy, ogarnij się!, zbeształ się
chłopak w myślach.
-
Co się działo z tobą? Czemu tutaj jesteś? – zapytała po jakimś czasie Hermiona.
-
Wiesz po której stronie stałem w trakcie wojny. Po tej złej. Jednak nie z
własnej woli. To wszystko przez mojego ojca i ciotkę. Cholerni fanatycy!
Złożyli Voldemortowi wieczystą przysięgę, że ród Malfoyów będzie mu służył.
Tylko oni wierzyli w jego chorą ideologię. Moja matka cały czas była przeciwna.
Nie obchodziło ich jej zdanie. Tak naprawdę to nie dali mi wyboru. Po prostu
pewnego dnia Voldemort wezwał mnie do siebie i wyczarował znak na moim
przedramieniu. Byłem od niego całkowicie uzależniony. W trakcie bitwy
przeszedłem na waszą stronę. Tylko dlatego nie siedzę teraz w Azkabanie.
Oczywiście nikt mi nie wierzył , że robię to dlatego, że naprawdę uważam
Czarnego Pana za zło wcielone. Myśleli, że robię to tylko dlatego, że się boję
kary za moje występki. Kazałem aurorom podać mi Veritaserum. Gdy okazało się,
że mówiłem prawdę wypuścili mnie. To samo stało się z moja matką. Ojciec
oczywiście został skazany. I dobrze. Zasłużył sobie na to. Pod koniec czerwca
zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Paryża. Moja matka zawsze marzyła o
otworzeniu kawiarni. Więc postanowiłem, że spełnię jej najgłębsze pragnienie.
Kupiłem dla niej ten lokal w prezencie. Była przeszczęśliwa, gdy go zobaczyła.
Po raz pierwszy widziałem w jej oczach łzy radości, a nie strachu.
-
Wow – mruknęła Hermiona. – Nie spodziewałam się takiej szczerości z twojej
strony.
-
Tak jakoś wyszło – uśmiechnął się chłopak. Po chwili dziewczyna zadała pytanie:
-
A co ze szkołą? Nie myślałeś, żeby wrócić na siódmy rok i ukończyć Hogwart?
-
A ty?
-
Oczywiście, że rozważałam taką opcję. Nadal rozważam.
-
Ja tak samo. Myślałem o tym, jednak nie jestem pewien. Nie chce zostawiać matki
samej. Ona mnie teraz potrzebuje.
-
Rozumiem. Wiesz co? Zarządzam koniec tej smętnej rozmowy! Nie chce się już
smucić. Póki co jesteśmy zdrowi i nic nam nie zagraża, więc po co się martwic
na zapas? – powiedziała dziewczyna.
-
Zgadzam się. Koniec ze smutnymi opowieściami. Jak kawa? Może być? Nieskromnie
powiem, że trzy czwarte naszych klientów przychodzi tu tylko po to, by
skosztować mojej przepysznej kawy – pochwalił się blondyn.
-
Cóż, muszę przyznać, że jest nawet dobra, panie Malfoy.
-
Tylko dobra? Jak możesz, panno Granger! To najlepsza kawa w Paryżu! Ba, we
Francji!
Ich rozmowa trwała jeszcze cztery
godziny. Rówieśnicy poruszali wszystkie tematy jakie tylko przychodziły im do
głowy. W ogóle nie krępowali się swoim towarzystwem. Bardzo dobrze się ze sobą
dogadywali i nikt nie chciał zakończyć ich rozmowy. Słońce zaczęło powoli
zachodzić na horyzoncie ustępując miejsca księżycowi.
-
Wiesz, Granger – zaczął blondyn – Nie chce być niemiły, ale już po dziesiątej i
powinienem już jakiś czas temu zamknąć kawiarnię.
-
Po dziesiątej? – zdziwiła się Gryfonka – niemożliwe!
-
A jednak. Ale nie dziwię ci się, że zgubiłaś poczucie czasu. W końcu w takim
towarzystwie…
Zaczął
chłopak, ale dziewczyna bezceremonialnie mu przerwała.
-
Jak zwykle skromny – zaśmiała się.
-
Dokładnie. Jest to cecha, którą staram się w sobie pielęgnować.
Hermiona
już po raz kolejny tego wieczora zaczęła się śmiać. Była dosłownie zachwycona
charakterem jej dawnego wroga. W życiu by nie pomyślała, że jest takim zabawnym
i uroczym facetem.
-
Rozbrajasz mnie. Naprawdę!
-
I dobrze! O to mi chodzi!
-
Dobra, koniec żartów. Muszę się już zbierać. Bardzo ci dziękuję za miły
dzień.
-
I wieczór tak w gwoli ścisłości – wtrącił chłopak.
-
Tak, wieczór też. Jeszcze raz dziękuję. – dziewczyna już się obracała, gdy
nagle sobie przypomniała.
-
Prawie bym zapomniała! Nie zapłaciłam za kawę – po tych słowach zaczęła grzebać
w swojej torebce szukając portfela. Nie zdążyła go jednak wyciągnąć, ponieważ
poczuła na swoim nadgarstku palce byłego Ślizgona, który patrzył się na nią z
dziwną miną wymalowana na twarzy.
-
Oszalałaś? Nie będziesz za nic płacić. Ta kawa była na koszt firmy.
-
Ale Malfoy…
-
Nie, Granger. Chociaż tyle mogę dla ciebie zrobić za te wszystkie upokorzenia –
postawić ci kawę. Tak właściwie to musiałbym robić to do końca moich dni.
-
Malfoy, posłuchaj…
-
Nie przerywaj mi. Tak właściwie to nie jest taki głupi pomysł. Nie zapłacisz za
żadna kawę wypitą w tym lokalu. Koniec,
kropka!
Zadowolony
ze swojego pomysłu chłopak dumnie wypiął pierś.
Widok ten tak rozśmieszył Hermionę, że ta parsknęła śmiechem.
-
Jesteś niereformowalny – mruknęła. – Ale to naprawdę nie jest konieczne. To
tylko głupia kawa.
-
Ale ja nalegam.
-
Malfoy…
-
Granger…
Przez
chwile mierzyli się spojrzeniem. Dziewczyna nie wytrzymała i odwróciła wzrok na
co chłopak śmiesznie zareagował.
-
Ha! Wygrałem! – uśmiechnął się przy tym uroczo. Hermiona nie mogła się na niego
gniewać. Nie wiedziała, w którym momencie jej podejście do chłopaka i zdanie o
nim uległo tak wielkiej zmianie. W tym momencie nie chciała o tym myśleć.
-
Dobra, niech ci będzie. Tę jedną kawę ci podaruję…
-
Tę i każdą następną.
Hermiona
już chciała zacząć z nim dyskutować na ten temat, ale w ostatniej chwili
zmieniła zdanie. On po prostu chciał jej wynagrodzić te wszystkie cierpienia.
-
Nie mam siły się z tobą kłócić. Zgadzam się, ale chce żebyś wiedział, że nie
pochwalam tego.
-
Wiem, wiem. Od razu to widać po twojej minie – powiedział chłopak po czym
uśmiechnął się do niej łobuzersko. Efekt niegrzecznego chłopca pogłębiły
jeszcze bardziej opadające mu na twarz kosmyki prawie białych włosów.
Hermiona
uśmiechnęła się lekko.
-
Dobranoc, Dr… Malfoy – powiedziała dziewczyna mając nadzieję, że chłopak nie
wychwycił jej małej pomyłki.
-
Dobranoc, Granger – odpowiedział chłopak żałując, że dziewczyna nie nazwała go
po imieniu. Wtedy na pewno zacząłby mówić do niej per Hermiono. Choć nie
ukrywał faktu, że nazywanie jej po nazwisku niesamowicie mu się podobało. Nie
zdawał sobie sprawy z tego, że dziewczynie również.
Hermiona
znowu zaczęła iść w stronę wyjścia, lecz zatrzymał ją głos blondyna.
-
Nie zapomniałaś o czymś?
-
Chyba nie.
- A ja myślę, że tak.
Po
wypowiedzeniu tych słów podszedł do niej i powoli zaczął się nad nią nachylać.
Serce Hermiony zaczęło bić w nienaturalnie szybkim tempie. Chłopak przybliżył swoją twarz do jej twarzy i
delikatnie pocałował w policzek. Dziewczyna zarumieniła się lekko.
-
Dobranoc, Granger.
Hermiona
nic nie odpowiedziała. Nieśmiało się do niego uśmiechnęła i czym prędzej wyszła
z kawiarni. Nie rozumiała reakcji swojego ciała na dotyk chłopaka. Musiała to
wszystko porządnie przemyśleć.
Bardzo proszę o komentarze ;)